Alen Pajenk: PlusLiga to marzenie każdego siatkarza
39-letni utytułowany środkowy ze Słowenii mierzył się w środę w barwach Olympiakosu Pireus z JSW Jastrzębskim Węglem. Mistrzowie Grecji w dwumeczu okazali się gorsi od jastrzębian (3:2, 0:3), ale w tej edycji Ligi Mistrzów pozostawili po sobie dobre wrażenie. W minionej dekadzie Pajenk spędził m.in. cztery sezony w PlusLidze. Dziś ocenia ją bardzo wysoko. Jest też pod wrażaniem tego, jak rozwinęli się Tomasz Fornal, Norbert Huber czy Jakub Popiwczak, których poznał, kiedy wchodzili do dorosłej siatkówki.
PLUSLIGA.PL: Dobrze wracało się do Jastrzębia-Zdroju? W tej hali znasz chyba każdy kąt?
ALEN PAJENK: Zawsze miło wraca się do hali i miejsca, w którym grałeś. A ta ma szczególne miejsce w moim sercu, ponieważ w ciągu tych dwóch niesamowitych sezonów, które tu spędziłem, dokonaliśmy wielkich rzeczy. Naprawdę fajnie się tutaj grało.
PLUSLIGA.PL: Z JSW Jastrzębskim Węglem zagrałeś w Final Four Ligi Mistrzów w Ankarze w 2014 roku. Jak bardzo uwierzyłeś w to, że może ci się to udać po raz drugi, tym razem z Olympiakosem?
Zacznijmy od tego, że zawsze wierzysz w to, że zajdziesz najdalej, jak tylko się da. Jednocześnie zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że wiele zespołów w stawce jest zdecydowanie lepszych od nas. My po prostu zagraliśmy na luzie, nawet kiedy przegrywaliśmy 0:2. Podeszliśmy do tego na zasadzie: „OK, najpierw odrabiamy seta. Spróbujmy wycisnąć z tego, ile się da”. A na końcu wygrywamy 3:2 i wszystko otwiera się na nowo. Ale wiedzieliśmy, że tutaj będzie totalnie inna historia, Jastrzębski zagra lepiej i postara się o to, by nie dać nam najmniejszych szans.
PLUSLIGA.PL: I to jakby się potwierdziło w rewanżu.
Tak. Mieliśmy świadomość tego, że oni nacisną na nas i że u siebie zagrają zdecydowanie lepiej. Próbowaliśmy to przetrzymywać i odpowiedzieć tym samym, ale było zupełnie inaczej. W środę to oni mieli wsparcie swoich fanów, a my nie. Kibice bardzo im pomogli, a Jastrzębski nie pozwolił nam na nic. Ani przez moment nawet nie poczuliśmy, że możemy coś tu zdziałać. Powodzenia dla Jastrzębia. Mam nadzieję, że w tym roku wygrają Ligę Mistrzów.
PLUSLIGA.PL: W Final Four wystąpią dwa polskie zespoły. Grałeś w PlusLidze przez kilka lat. Jakbyś ją aktualnie ocenił?
Na przykładzie Jastrzębia widać, że to zupełnie inna jakość rozgrywek w porównaniu z innymi krajami. Polska liga jest jedną z najlepszych na świecie. Występy w niej to wspaniała motywacja, bo każdy ogląda te rozgrywki. Myślę, że jest to marzenie każdego siatkarza, by móc w niej zagrać.
PLUSLIGA.PL: Z obecnego zespołu Jastrzębskiego Węgla znasz wielu zawodników. Z Jakubem Popiwczakiem byłeś w jednej drużynie w latach 2013-2014, natomiast z Tomaszem Fornalem i Norbertem Huberem występowałeś później w Cerradzie Czarnych Radom. Jesteś zaskoczony tym, jak rozwinęli oni swoje kariery i w jakim są dzisiaj miejscu?
Tak. Wierzyłem w nich. Jak każdy z nas potrzebowali tylko jednego – gry. Tylko w ten sposób mogli zebrać doświadczenie. Trening jest ważny, ale gra pod presją i akcje meczowe pozwalają ci rosnąć. Dzięki temu zaczęli grać jeszcze lepiej i cieszę się z tego, gdzie dzisiaj są.
PLUSLIGA.PL: A gdzie są Twoim zdaniem? Na absolutnym topie?
Z pewnością cała trójka jest na topie, jeśli chodzi o swoje pozycje. Miło widzieć ten progres. Grałem z nimi, kiedy byli młokosami i dopiero wchodzili do poważnej siatkówki. Fajnie być także częścią ich karier.
PLUSLIGA.PL: A jak to się w ogóle stało, że trafiłeś do klubu z Pireusu? Ktoś cię specjalnie na to namówił?
Nieszczególnie. Już jako dzieciak chciałem zobaczyć Ateny. Morze, zawsze świetna pogoda. Mogę powiedzieć, że było to nawet takie moje małe marzenie, by zagrać tam na koniec swojej kariery. A mija właśnie czwarty rok, od kiedy tam jestem! Jestem szczęściarzem, że spędziłem ten czas właśnie w tym miejscu, bo napisaliśmy z klubem fajną historię, zwłaszcza w tym sezonie. Na stulecie klubu możemy sięgnąć po cztery trofea w kraju, a do tego jeszcze ta wspaniała przygoda w Lidze Mistrzów.
PLUSLIGA.PL: Które trofeum wywalczone z Olympiakosem oceniasz najwyżej? Puchar Challenge z 2023 roku?
Zdecydowanie. Jest to jedno z największych trofeów w klubowej kolekcji. Bycie częścią tego klubu i tamtych wydarzeń jest dla mnie wielkim honorem. Do tego mieliśmy to szczęście, że finał był rozgrywamy w dużej, koszykarskiej hali, w obecności 12-13 tysięcy ludzi. Wzniesienie pucharu w takich okolicznościach było czymś niezwykłym.
PLUSLIGA.PL: Czy na co dzień da się odczuć fakt, że jesteś w Olympiakosie - potężnym, wielosekcyjnym klubie?
Nie odczuwasz tego jakoś specjalnie, ale siedzi to w głowie, że jest tu dużo tego sportu. Tutaj każdy idzie w tym samym kierunku, by zgarnąć tyle trofeów, ile tylko jest to możliwe. I każdy pracuje na chwałę i sukcesy wielkiego Olympiakosu.
PLUSLIGA.PL: Jak się odnajdujesz w tym zakątku świata?
A jak myślisz? Pogoda ciągle dopisuje, teraz masz jakieś 20 stopni na plusie. Świeci słońce, możesz sobie chodzić w szortach. Mnie, jako starszemu zawodnikowi przez to łatwiej jest zebrać się na trening (śmiech). Mijając w drodze na halę plażę, uśmiech samoczynnie pojawia się na twarzy. Ateny to duże miasto, często zakorkowane, ale da się przeżyć.
PLUSLIGA.PL: Zostajesz tam na kolejny sezon czy czas na zmianę barw? Spekuluje się, że stara siatkarska gwardia z Tobą, Tine Urnautem czy Tonckiem Sternem ma wrócić do ACH Volley Lublana.
Tak, na następne dwa sezony wracam do klubu z Lublany, do ojczyzny. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale budowana jest tam dobra drużyna. W klubie znów chcą liczyć się w Lidze Mistrzów i powrócić na poziom, na którym byliśmy kiedyś.
PLUSLIGA.PL: Czujesz się jeszcze na siłach, by pomóc reprezentacji? Latem zeszłego roku zakończył się cykl olimpijski i pewien ważny etap dla słoweńskiej kadry.
Z pewnością po tym sezonie ligowym będę potrzebował krótkiej przerwy. Później usiądę do rozmów z trenerem. Jeśli nadal będę potrzebny… Ciągle czuję się dobrze, wciąż mam w sobie pragnienie zwyciężania meczów i zdobywania trofeów. Nawet mając czterdziestkę na karku, nie widzę przeciwskazań, dlaczego nie miałbym pomóc reprezentacji, jeśli mogę.
PLUSLIGA.PL: W czym tkwiła ta wielka siła słoweńskiej reprezentacji ostatnich lat?
Byliśmy jak naczynia połączone. Razem próbowaliśmy dawać z siebie tyle, ile każdy z nas w sobie miał. Walczyliśmy na boisku, by wynieść nasz kraj najwyżej jak tylko można.
PLUSLIGA.PL: Czy na koniec zdradzisz tajemnicę, dlaczego przez lata zwykle tak dobrze graliście przeciwko Polakom, zwłaszcza w mistrzostwach Europy? Sprężaliście się szczególne na biało-czerwonych?
Szczerze, nie mam pojęcia, dlaczego tak się działo. Ale faktem jest, że grając z Polakami, zawsze było wyjątkowo. Czy to była ekstra motywacja? Nie wiem, może. Naprawdę nie mam pojęcia, czemu i jak to się działo, że te mecze Słowenia – Polska, to było z reguły coś innego. Znaliśmy się z Polakami doskonale, nie było między nami złej krwi, ale te starcia wywoływały w nas specjalnie uczucia i tworzyły odrębne momenty.